Marketingowe trendy i trendziki

Marketingowe trendy i trendziki

trendy w marketingu

Rok reklamy mobile. Rok video na You Tube lub live na Facebook’u. Rok samego Facebooka. Rok sztucznej inteligencji. Rok slow life i zero waste. Grudzień to prawdziwy wysyp tzw. trendów biznesowych na następne 365 dni. Marketing, sprzedaż, zarządzanie. Ile dziedzin tyle trendów. Jednak, czy ich przewidzenie jest rzeczywiście tak łatwe? Czy warto się nimi sugerować w podejmowaniu decyzji biznesowych? Pomagają czy może wręcz szkodzą? W odpowiedzi na te pytania może pomóc poniższa historia.

Sroga zima

Przed zbliżającą się zimą Indianie zapytali głównego Szamana swego plemienia, czy należy spodziewać się dotkliwych mrozów. Szaman podrapał się po głowie, zrobił zamyśloną minę i udzielił odpowiedzi twierdzącej. Indianie uzbierali zatem spory stos chrustu i poczuli się przygotowani do zimy. Ta była jednak wyjątkowo łagodna i chrust się nie przydał. Jesienią znowu udali się do szamana i ponownie zapytali go o prognozę pogody. Szaman skąd skądinąd niezbyt biegły w dziedzinie meteorologii i tym razem udał zadumę, po czym zlecił zbieranie drewna na opał w oczekiwaniu na nadchodzące mrozy. Indianie dziarsko zabrali się do roboty. Tymczasem zima znów okazała się wyjątkowo łagodna. Zaufanie do szamana spadło gwałtownie. Mimo to w końcu ekspert to ekspert i Indianie postanowili zwrócić się do niego po raz kolejny. Szaman wszedł do swego namiotu, siedział tam do wieczora, po czym wyszedł i oznajmił zdecydowanie: „Zbierać chrust”. Doszedł bowiem do wniosku, że to mało prawdopodobne, by łagodna zima zdarzyła się trzy razy z rzędu. Wiedział jednak, że jeśli znów się pomyli, jego kariera będzie skończona. Indianie zaczęli zbierać drewno na opał, a szamana naszły wątpliwości. Może jednak wszystko odkręcić? Kto może wiedzieć jaka będzie najbliższa zima? Po namyśle postanowił zadzwonić do lokalnego instytutu meteorologii, aby się tego dowiedzieć. Wykręcił i usłyszał: „Zima w tym roku będzie wyjątkowo ciężka”. Szaman ucieszył się, odetchnął z ulgą, ale korzystając z okazji postanowił wzbogacić swoją wiedzę meteorologiczną. „Skąd Wy to wiecie” – zapytał. „Jesteśmy tego pewni” – usłyszał w słuchawce – miejscowi Indianie już trzeci rok z rzędu gromadzą drewno na opał.

Problemy legendy

Legendarna marka Rolls-Royce, produkująca jedne z najdroższych samochodów świata w pewnym momencie zaczęła otrzymywać skargi.
Nowe samochody nie odpowiadają legendzie jej poprzedników – krzyczeli klienci.
Zlecono badania, aby odkryć co jest tego powodem. Okazało się, że w trakcie unowocześniania kolejnych modeli „zgubiono” ten charakterystyczny zapach „starego” Rolls-Royce’a. Wcześniej pachniał drewnem, skórą, jutą, wełną, naturalnymi materiałami, których obecnie już się nie używa.
Po wielu próbach odtworzono ten zapach w laboratorium na podstawie modelu Silver Cloud z 1965 r.  Do dziś każdy Rolls-Royce przed opuszczeniem linii produkcyjnej jest spryskiwany zapachem dawnego modelu tej marki.

Czy marketing potrzebuje marketingu?

W tym roku, na jednej z konferencji marketingowych usłyszałem o „nowym koncepcie” i najważniejszym biznesowym trendzie najbliższych lat. Otóż nie ma już marketingu B2C i B2B. Teraz czas na marketing H2H (Human to Human). Marketing musi być dla człowieka – grzmią hasła nowej idei. Przypominam uważnemu czytelnikowi – to słowa z 2019 roku. W mig przypomniała mi się książka, która stoi na najwyższej półce w mojej marketingowej biblioteczce – Edgar K. Geffory; Clienting; wydanie amerykańskie z 1993 roku, polskie z 1996 roku.

Przyjrzyjmy się bacznie cytatowi ze strony 23.

Klient przyszłości nie chce gdzieś tam anonimowo jadać, kupować lub otrzymywać dostawy. Chce nawiązywania stosunków. On chce być kimś, kto jest znany z nazwiska, miło traktowany i otaczany opieką, akceptowany jako człowiek. Chce być identyfikowany, a więc rozpoznawany jako klient firmy i chce mieć wpływ na jej kształt. (…) chce mieć udział w kształtowaniu produktów, chce wnosić swoje doświadczenia, chce dialogu.

Firma z „nasłuchem”

Dyrektorze marketingu, a może trendy, o których mówi współczesny marketing warto zastąpić „nasłuchem” na swoich klientów, pracowników, siebie? Pozwolić sobie na chwilę refleksji, spotkanie z zespołem, np. metodą burzy mózgów; krótką ankietę do obecnych klientów lub wnikliwą obserwację ich zachowań i potrzeb. Włączyć do swojej pracy narzędzia myślowe, które można zaimplementować spoza marketingu (np. CPS, TOC, 8D i inne.) Wnioski z powyższych działań mogą okazać się zupełnie inne niż te przedstawiane każdego roku w grudniu na wielu blogach i portalach biznesowych. Czy taki sposób działania nie jest pewniejszy, zamiast kopiowania tego, z czego mogą skorzystać wszyscy? Wydaje się, że budowanie klientocentrycznej firmy z „nasłuchem” nie przedawni się nigdy.

Napisane przez:
Patryk Piłat
Dołącz do dyskusji

Szybki kontakt

This is a widgetized sidebar area and you can place any widget here, as you would with the classic WordPress sidebar.