Marka osobista marketera

Marka osobista marketera

marka osobista marketera

Buduj markę osobistą – krzyczą jednogłośnie specjaliści od wizerunku, marketingu, brandingu, reklamy i wszelkiej maści trenerzy i coachowie rozwoju osobistego. Buduj markę osobistą! W dobie tak dużej konkurencji w każdej branży, tylko silna marka osobista da Ci przewagę. Przewagę w niekończącym się wyścigu na rynku pracy.

W tym roku stuknęło mi 11 lat. 11 lat stażu zawodowego w marketingu. Mierzenia się z małymi i dużymi projektami. Przez ten czas obserwowałem zachodzące zmiany. Internet i wszechobecna digitalizacja wdarły się do naszego życia na dobre. Smartfon stał się niejako „przedłużeniem dłoni,” a w niedługim czasie czeka nas zderzenie się z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością. Świat da nam niespotykane dotąd możliwości. Coraz to nowsze sposoby na budowanie marki firmy i marki osobistej, bycia coraz bardziej wyrazistym, coraz bardziej zauważalnym i „kolorowym”.

Ale czy to jedyna metoda?

Niedawno przy okazji wizyty u znajomych oglądałem wywiad, w którym jeden z polskich aktorów młodego pokolenia opowiadał o swoich początkach, a dokładnie o egzaminie do Akademii Sztuk Teatralnych. Egzamin polegał na improwizacji targowiska z dawnych lat. Każdy z kandydatów miał wczuć się na scenie w pewną rolę. Po chwili zrobiło się gwarno. Wielu sprzedawców zachwalających swoje produkty. Jeden głośniejszy od drugiego, przekrzykiwali się wzajemnie, gestykulując przy tym co nie miara. Bohater, o którym opowiadam zrobił coś na przekór. Siadł w rogu sali i zaczął improwizować jedzenie jabłka. Wyjął je z marynarki, dokładnie obejrzał, chuchnął, a następnie wycierał okrężnymi ruchami we flanelową koszulę. Rozłożył scyzoryk, zdjął pasek i kilka razy wyostrzył go długimi, pociągłymi ruchami. W końcu powoli zaczął kroić jabłko na małe części i rozkoszować się jego smakiem. Robił to jakby w zwolnionym tempie, przyglądając się z ciekawością i spokojem pozostałym konkurentom z „targowiska”.  Zdał egzamin. Pokonał kilkunastu kandydatów.

Kilka lat temu świat obiegło zdjęcie osiemnastu finalistek konkursu Miss Korei Południowej 2013, które poza drobnymi różnicami w uczesaniu wyglądały dokładnie tak samo. Identyczne noski, wielkie oczy, bliźniaczo zbliżone kształtem drobne podbródki i niczym odbite na xero 3D usta w serduszko. Do tego te same uśmiechy. Ułożone grzecznie w szeregu, nie różniące się niczym jeden od drugiego. „Czy ma znaczenie, która z nich wygra?” głosił ironiczny napis pod fotografią.

Żeby zrobić coś, trzeba być kimś. To cytat J.W. Goethe. Ilekroć sobie go przypominam  tym częściej widzę jak czasem opatrzne jest rozumienie pojęcia budowania marki osobistej. Kolorowo, głośno, wyraziście. Ale czy aby na pewno? Gdzie jest prawda?

Może jest ona ukryta w poniższej historii, którą zaczerpnąłem z programu „Wędrówka Lidera”.

We Florencji istnieje wyjątkowe muzeum. Stworzone kilkaset lat temu przez Michała Anioła tylko po to, aby chronić stojący tam posąg Dawida. Wg wielu jedną z najpiękniejszych rzeźb stworzonych przez człowieka.

Historia powstania tego dzieła jest bardzo interesująca i jest być może lekcją personal brandingu dla każdego.

Zamówienie na posąg, który miał ozdobić główny plac na Florencji złożyła u Michała Anioła rodzina Medyceuszy. W tamtych czasach była to rodzina niesłychanie wpływowa i niebywale bogata. Aby stworzyć dzieło tej miary, zgodnie z zamówieniem Michał Anioł potrzebował materiału, który nosiłby w sobie potencjał umożliwiający wykonanie zadania. Poszukiwał go całe dwa lata. W końcu na jakiejś brudnej, zarośniętej chwastami ulicy Florencji znalazł leżący na wspornikach ogromny blok marmuru. Został on wiele lat wcześniej przyniesiony z gór jednak nigdy do niczego go nie wykorzystano. Michał Anioł przechodził tą ulicą już nie raz, ale dopiero teraz zatrzymał się i rozejrzał się wokół siebie. Wkrótce potem wynajął robotników, którzy zaciągnęli blok do jego pracowni, gdzie przy pomocy młotka i długa rozpoczął swą żmudną pracę. Zarysowanie samych linii posągu zajęło mu dwa lata. Przez następne dwa lata ścierał go, polerował i wygładzał, aż w końcu posąg był gotów. Tysiące ludzi z całej Italii przybyły na uroczystość odsłonięcia rzeźby na głównym placu miasta i gdy nareszcie ją odkryto tłum znieruchomiał, wpatrując się w nią z zachwytem. Była tak piękna, że zapierała dech w piersi. Michała Anioła natychmiast okrzyknięto najwybitniejszym rzeźbiarzem jego czasów. Później, gdy zapytano artystę w jaki sposób udało mu się stworzyć tak genialne dzieło sztuki odpowiedział, że po prostu zobaczył Dawida w marmurze, a potem już tylko musiał usunąć z bloku wszystko to, co nie należało do Dawida.

Ta opowieść jest według mnie kwintesencją podejścia do budowania marki osobistej. Dyrektora, managera marketingu również.

Którą z opcji Ty wybierasz? Co lepiej sprawdzi się w Twojej karierze, organizacji? Bycie głośnym, wyrazisty, „kolorowym” managerem marketingu, którego orężem jest wygadanie, obycie i wizerunek czy może bliżej Ci do bycia cichym snajperem, który precyzyjnie namierza problemy i wyzwania rynkowe, a następnie bez poklasku je rozwiązuje, robiąc „swoje”.

Napisane przez:
Patryk Piłat
Dołącz do dyskusji

Szybki kontakt

This is a widgetized sidebar area and you can place any widget here, as you would with the classic WordPress sidebar.